Mokotowska zawsze była dla nas jedynym pozostałym w Warszawie adresem i punktem odniesienia
— wspomina Wojciech Więckowski.
Kreślę kilka słów osobistych wspomnień o ulicy Mokotowskiej, a konkretnie o mieszkaniu w kamienicy pod numerem 55, związanym z moją rodziną. Po wojnie zamieszkał tutaj znany warszawski urolog dr Wacław Lilpop (1884 – 1949) wraz z żoną, Wandą z Lemańskich Lilpopową (1888-1973), która była stomatologiem. Wanda była siostrą mojej babci ze strony Ojca (Zofii z Lemańskich Więckowskiej 1874 – 1952 i żoną lekarza Juliana Jerzego Więckowskiego zm. 1926 r.). Mieszkanie było dość duże, choć mniejsze od przedwojennego apartamentu na Nowogrodzkiej, spalonego podczas powstańczej pożogi. Przestrzeń na Mokotowskiej Lilpopowie dzielili z kuzynką mojego Ojca. W mieszkaniu tym, posiadającym dwa odrębne wejścia z klatki schodowej, dr Wacław Lilpop przyjmował pacjentów, aż do nagłej śmierci — we wrześniu 1949 roku w Łodzi, podczas sesji otwarcia I Zjazdu Polskiego Towarzystwa Urologicznego, którego był założycielem.
Wanda z Lemańskich Lilpopowa, była nazywana w rodzinie „Cioba" — to wdzięczny skrót od cioteczna babcia, wymyślony przez mojego ojca mgr inż. Leszka Więckowskiego (1905-1973), opiekującego się Nią na starość. Ciotka Wanda zastępowała mi i mojemu starszemu bratu Jerzemu babcię Zofię, której nie zdążyliśmy poznać. Mój Ojciec po powrocie z wojny nie miał możliwości zamieszkana w Warszawie, umiłowanym mieście swego urodzenia i młodości. Zamieszkał we Wrocławiu, a następnie w Gliwicach, dokąd Cioba przyjeżdżała pociągiem na Święta. Dla Niej — po śmierci jedynego syna Stanisława rozstrzelanego przez Niemców w lutym 1944 roku w wieku 19 lat oraz nagłej śmierci ubóstwianego męża — tamte spotkania z naszą rodziną były niezwykle ważne.
Bezpośrednio po wojnie Wanda przez wiele miesięcy udawała się na poszukiwania grobu swojego jedynaka w gruzach Warszawy. W poszukiwaniach tych towarzyszyła Anna z Lilpopów Iwaszkiewiczowa. Nie mogąc odnaleźć grobu wujostwo Lilpopowie uczcili Jego pamięć wystawiając w Podkowie Leśnej kapliczkę z figurą Jezusa Frasobliwego oraz metalowy krzyż na dziedzińcu Pawiaka (z symboliką Polski Walczącej), który niestety zaginął po remoncie Muzeum na Pawiaku, a także ufundowali marmurową tablicę na grobie rodzinnym na Starych Powązkach.
Mokotowska 55 zawsze była dla nas jedynym pozostałym w Warszawie adresem – punktem odniesienia, w mieście, w którym od pokoleń mieszkała cała nasza Rodzina ze strony Ojca. Wszystkie pozostałe znane z przekazów rodzinnych adresy (przy ulicach: Wspólnej, Żurawiej, Nowogrodzkiej i innych w Śródmieściu) nie istniały już. Tęskniący za Warszawą ojciec bardzo często, nawet do kilku razy w miesiącu, pod rożnymi pretekstami, odwiedzał swoje Miasto. Zawsze zatrzymywał się u Ciotki Wandy na Mokotowskiej. Zresztą w tym mieszkaniu w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku gościnnie przebywało na krócej, a czasami na dłużej, wielu członków naszej Rodziny, którzy przejściowo nie mieli gdzie się podziać. Cioba miała wielkie serce dla potrzebujących. W latach sześćdziesiątych my również skorzystaliśmy z jej gościny, gdy po okresie śląskim powróciliśmy do Warszawy i czekaliśmy tutaj na wykończenie naszego nowego żoliborskiego mieszkania WSM. Do szkoły na Żoliborzu dojeżdżałem linią trolejbusową.
W tym czasie udało mi się spotkać, dzięki Ciobie, niektóre z jej sławnych przyjaciółek sprzed wojny: byłą primadonnę Opery Warszawskiej Matyldę Polińską-Lewicką oraz Hannę z Lilpopów Iwaszkiewiczową, stryjeczną siostrę dr. Wacława Lilpopa. Potem Cioba często chorowała, w pewnym okresie mieszkała u nas przez parę miesięcy na Żoliborzu w małym 54-metrowym mieszkaniu. Pod koniec życia unieruchomiona na wózku inwalidzkim (była to konsekwencja tragicznych wojennych wydarzeń przedpowstaniowych), przeniosła się do zakonnego domu opieki Anielin w Chylicach pod Warszawą. Często wraz z Ojcem odwiedzaliśmy Ciobę, dojeżdżając tam PKS-em. Raz nawet jako czternastolatek wybrałem się do Niej sam na rowerze z Żoliborza. Tę moją wyprawę Cioba nazwała „festiwalem młodości".
Podczas jednej z ostatnich rozmów na początku lat siedemdziesiątych przekazała mi dokumenty grobu przodków na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie (są tam pochowane matka Cioby i mojej babci, a zatem moja prababka, a także jej matka i babka, czyli moja praprababka i prapraprababka). Prosiła mnie także o opiekę nad grobem Lilpopów na Starych Powązkach, w którym pochowany jest dr Wacław Lilpop. Również i Ona jako ostatnia osoba spoczęła w tym monumentalnym grobowcu. Obie te prośby spełniam do dziś. Od pięćdziesięciu lat doglądam te groby, sprzątam a także w miarę swoich możliwości ozdabiam z okazji różnych świąt i rocznic. Pomaga mi w tym mój brat. Ciocia Wanda zmarła w Konstancinie w Stocerze w kwietniu 1973 roku. Obecnie odwiedzam przy Mokotowskiej 55 mieszkającą tam kuzynkę, nestorkę naszej Rodziny.